1.
światło podobne jest do
wspólnej wieży
pulsary przysiadają na
skroniach muzyką
coś szepczą ale ucho
zasłaniamy światem
w krwiobiegu pozostają
dawno puste gniazda
otworzę ciemną skórę od
nocy bez klamki
i będę szukał śladów
rozlanego mleka
gotowanego w garnku tej
plamy dzieciństwa
nie startej jeszcze
ciepłej nawet nie wiadomo
przez kogo lub co można
poczuć na ulicy
że sama mgła jest portem
domem albo gniazdem
podróże dobijają się do
aut i butów
wsiąkają ale ścieżek nie
nosi się z sobą
leniwe światło topi
wszystko nieustannie
na końcu wykiełkuje
ciemność z pustych domów
liżąc szyby podliże się
do ciał niebieskich
przebije się i zacznie
gryźć wszystko w kosmosie
2.
o zmroku blade ciała
lampionów kołyszą
daleki wschód poranek
będzie za godzinę
a paszcze restauracji
połykają głodnych
turystów żyrandole w
domach się kołyszą
do snu nie zasypiają
smugi na krużganku
czuwając by dom nie mógł
pomieszać się z światem
a gdyby tak połączyć z
sobą wszystkie domy
noc jest samotnym
kiełkiem gaszonym przez dotyk
nie szuka odpoczynku w
fotonach podpory
łzy odfruwając w niebo
stają się szczęśliwe
dlatego lepiej pognieść
chusteczkę nie złamać
łzom skrzydeł światło
razi ale nie jest błędem
gdy rany się otworzą jak
pusty bagażnik
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz