piątek, 9 stycznia 2015

Wypłynę na otwarte książki, mapy, morze

zostaną tylko cząstki elementarne
nie wypłyniemy z siebie na otwarte rany
po zmierzchu coraz więcej zachodzących sklepów
na paragonach sprawnie udających niebo
 
nazwałem lustro okiem zaginionych twarzy
w drzwiach judasz ciągle wisi
pięć złotych
bo odpadł
co roku muszę wstawiać nowe
wybijają
nie źródła
chociaż jakby spojrzeć z drugiej strony
zapalam winę w lampce z półwytrawnym
czułość
alarmów nie znajduje skradzionych całusów
najwyżej obejmuje upchane po kątach
lokalizacje chociaż produkty w dyskontach
są wyceniane stoją obejmują półki

czy zdjęcia nie wypuszczą po przodkach korzeni
by nimi opleść albo zaciągnąć z powrotem
na nie krzepnących rzekach ciężkie opatrunki 
przyssały się komary kolorowe muchy
stojące w korkach pociąg do wszystkich podróży
zakładam buty wschodzą nad widokówkami
zdejmuję i zachodzą hen niż dokądkolwiek



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz