Patryk
Nadolny
Hologramy
średnio wieczne – o tomiku everyman Łukasza Kuźniara
Łukasz
Kuźniar, everyman, Fundacja Duży Format, Warszawa 2013.
Z
rokiem 2013 polskie środowisko poetyckie zostało zasilone pokaźną
ilością mocnych, wyrazistych dykcji i jedna z nich należy do
Łukasza Kuźniara. Po samym tytule należałoby się spodziewać
raczej rekapitulacji wątków moralitetowych w literaturze
europejskiej. Treść tomiku została jednak zorganizowana z postmodernistycznej reinterpretacyjnej perspektywy. Związku z powyższym w książce nie
występuje wyświechtany obraz psychomachii. Mamy raczej rozbudowany
konflikt fizjologizmu i instynktu ze sferą duchową w życiu
lirycznego everymana. Sztuka, rozterki etyczne, również
transcendencja gryzą się z instynktem władzy, hedonizmem i reżimem
seksualności. Przymus ściera się z marginalnymi niszami wolności,
nonkonfornizm (Śmierć/ jest
jak śmieć; jednorazówka trująca/ atomosferę przez miliony lat)
przegrywa tylko z egzystencjalnym kresem.
W
tomiku uniwersalizmy
kulturowe, w tym historiozoficzne zostały skategoryzowane w pięciu
częściach ułożonych gradacyjnie. Całość otwierają alegoryczne
fragmenty rzeczywistości zawieszenia i iluzji, z której nie
istnieje ostateczne wyjście, nawet jeśli nim jesteśmy sami. W
kolejnych tekstach jawi się trwanie między być, a nie być
częścią anarchizującej się kultury z tendencjami do
autodestrukcji; echo zapalczywego nihilizmu, okazujące się polem
walki o niezarysowanych jasno konturach, pomiędzy dobrem, a złem i
wreszcie pochwalny stosunek do tego co zdołało przetrwać. Wszystko
zamyka retrospektywny galimatias wyżej wymienionych elementów w
najobszerniejszej części Minione.
W tytułowym wierszu Everyman,
jednak zdaje się tkwić szkopuł. Jego treść może być odcztywana
jako ukryty protest przeciwko zagłuszaniu indywidualizmu we
współczesnym świecie, wszechwładzy anonimatu wypływającej z
wojującego globalizmu.
Zaczytując
się w everymanie,
zwróciłem szczególną uwagę na zabieg powtarzania ostatniej frazy
na początku kolejnego wiersza. Ów pomysł zazębiania ze sobą
sąsiadujących wierszy, daje do zrozumienia, że nie ma alternatyw,
a nawet najwęższych przesmyków, za którymi zaistnieje szansa
diametralnie innego finalizowania się procesów dziejowych.
Przykładowo ostatni dystych Mikrotkanek,
otwierający sąsiadującą z
nimi Skamielinę,
pełni rolę językowego
mediatora pomiędzy wierszami:
Wolę,
gdy jesteś w pikselach, w punkcie,
między
kliszami. Zarejestrowane widmo.
Występuje
więc semantyczna strefa pogranicza albo przemieszania, hybrydyczna w
stosunku do biologii i skamieniałej formy - żywa osoba na zdjęciu.
Intertekstualne frazy w everymanie
(pojawiające się w dwóch
pierwszych częściach tomiku), stanowią próbę konsensusu pomiędzy
powszechnymi antagonizmami, przeszłość - teraźniejszość, życie
– śmierć, bezimienność – nazywanie, bliskość - dystans,
które potrzebują siebie nawzajem, by mogły w ogóle istnieć.
W
tomiku występują zjawiska, sytuacje, których wartościowanie
pozostało w gestii czytelnika. Tak więc, dopiero po utożsamieniu
się z rzeczonym everymanem, poszczególne postawy, czyny
pojawiające się w książce, nabierają zawsze relatywnych znaczeń
(przez dwóch innych odbiorców diafragma albo aborcja mogą być
afirmowane bądź traktowane z negatywizmem). Wprawdzie zaznacza się
również hamletowskie ujęcie everymana,
wzmagające poczucie
dramatyczności, ale Kuźniar nie poszukuje oczywistych wyborów
między jasną, a ciemną stroną życia.
Czasami newralgiczne dylematy
zderzają się w przestrzeniach powtarzających się fraz – węzłów
(niekiedy o dozie indyferentyzmu), na które zawiązano ze sobą
sąsiadujące wiersze, zwykle nastawione do siebie antagonistycznie,
przykładowo:
Dzieci
chłonące paradygmaty śmierci.
Ów
fraza spaja Retrospekcję z
tekstem zatytułowanym Glosa,
traktując o zabijaniu niewinności języka, prowadzonego na
egzekucję, która trwa od wieków, a zmieniają się tylko narzędzia
w epokach: gęsie pióro, karafka, wypisujący się długopis
rozdrapujący papier. W przestrzeni niektórych fragmentów zaznacza
się ponowoczesna dekonstrukcja wątków religijnych i
eschatologicznych.
Poetycka
propozycja laureata I edycji konkursu Fundacji Dużego Formatu daje
czytelnikowi możliwość korelacji jestestwa everymana z własnymi
egzystencjalnymi doświadczeniami, nie uciekając się do zbędnego
apologetyzowania i negacji konkretnych elementów rzeczywistości.
Melodyka wierszy, warstwa metaforyczna, którą budują sekwencje
logicznie następujących po sobie podstawień językowych, to
wyrazisty atut debiutu. Ponadto czytelnik nie jest jedynie biernym
odbiorcą, ale staje się współautorem, co jest niebagatelną
zaletą tomiku. Na szczególne wyróżnienie zasługuje pieczołowicie
uporządkowana kompozycja książki. Odważę się stwierdzić, że
niektóre teksty imitują matematyczne fraktale, tyle że należy w
tymże przypadku mówić o semantycznych fraktalach, chociażby:
Półkula,
na której mówi się
półgłosem,
w pół zdania urywa się sens, jak przy połówce
lub
połowie ryb. Półfabrykant bywania
(Spektakl)
Wszystko
układało się w rzędy jak wojsko na poligonie.
W
pary: chłopiec – dziewczynka, w konfiguracji tradycyjnej.
W
słupki, jak wyniki sondy.
(Symetrie)
Jedynie
stawiane pretensjonalnie przerzutnie mogą od czasu do czasu irytować
czytelnika, ale oddzielają to, co nigdy nie połączy się samym
językiem:
umierają
i
odradzają się.
(Glosa)
W
parku, w windzie, nie dopuszczasz myśli, że mogłoby
was
nie być.
(Liczysz
minuty)
Postmodernizm
będący również komercyjnym implantem kultury w najszerszym jej
rozumieniu, zarażający bezrefleksyjnym podejściem do
rzeczywistości, dochodzi do głosu w przestrzeni kilku wierszy,
zwłaszcza:
Pstrokate,
lazurowe światełka, masy studentów:
w
bejsbolówkach, watowanych kurtkach, prochowcach,
szalikach
w kratkę, hipsterskich oprawkach z allegro.
Azjaci
czytający z przyjęciem “Steak in the house”.
Banery
zachęcające do wejścia, ich odbicia w bruku,
plakat
filmu, który wbija w fotel mocniej niż perspektywa
straty.
(Obchód)
Oczywiście
zdarzają się wyciszenia, miejsca neutralne, przyczółki (świat
cząstek elementarnych, atłasowe konstelacje), skąd bohater -
everyman nabiera sił, by kroczyć dalej pradoliną
chłodu? Konwencję tomiku
Łukasza Kuźniara można określić mianem „poetyckiej
archeologii, paleontologii albo archiwistyki” przepełnionej
sentymentalnym wołaniem za skamielinami w osobistym życiu albo
pasażem przeszłości.
Walka
pomiędzy dobrem, a złem klaruje się w dwóch ostatnich częściach.
Z perspektywy retrospektywnej zauważa się zmiany linii
demarkacyjnych, burzenie i stawianie na ruinach nowych twierdz,
rozglądanie się za nieznanymi krainami do zdobycia.
Trawa.
Przed laty szare klepisko. Dzieci z łopatkami,
lalki
z wykłutymi oczami, rozdrażnione matki.
(Plac
zabaw)
Plac zabaw jako plac broni, który w przyszłości dojrzeje w życiowy poligon codziennych zmagań ze sobą i światem? Czasami autor uspokaja czytelnika migotliwymi siedliskami nadziei wiązanej z transcendencją:
Arbitrowi
przed drzwiami obol w ucho,
ażeby
głuchy był na krzyki i gwałty. I podomkę:
na
szczęście wieczne, w razie gdyby
(Napływ)
porównywać
ów szczęście do znalezienia na łące czterolistnej koniczyny? Czy
współczesna załoga statku Argo wypływałaby na ocean
blantów, a ścianę płaczu
można znaleźć w każdych czterech kątach? Czy pokładanie
nadziei w nieodgadnionych zakamarkach języka i kosmogonii zakrawa o
istne kuriozum? Postawienie tychże pytań, zaczęło napawać mnie
entuzjazmem i wiarą, że bez silenia się na profetyzm języka,
można na nowo wykonywać operację na otwartych uniwersalizmach.
Nawet jeśli pełno w tomiku nihilizmu i tryumfującej śmierci, to
świeci światło, które
wypuszcza korzenie, a strata
znaczy zyskać chociażby szerszą perspektywę, dojrzewający
dystans, z którego można uchwycić sens binarnego podziału świata.
Ambiwalentny
lub chimeryczny, taki się jawi czytelnikowi everyman u Łukasza
Kuźniara, funkcjonujący między przededniem ponowoczesnej,
względnie futurologicznej emblematyki rodem ze świata - matrixa
przesyconego amnezją tożsamościową i historyczną, ontyczną i
kulturową fatamorganą, a podupadającym europejskim dziedzictwem,
nie tylko wieków średnich.