Dyptyk o własnej twarzy
1. Log out
Drogi nie rozbiegają się same,
nie znałeś poganiaczy manowców o rogach
ulic opływających w obfitość z monopolowego.
Dość nam się poszczęściło, że rzucamy cienie,
stojące niczym nigdy nie dogasająca
sygnalizacja. Przejdę na czarnym światełku?
Cóż, gdyby tak się przyjrzeć, to jednoosobowe
ogniska. Automatów z napojami nie ma
w zaświatach. Wyjdę z twarzą z facebooka o zmroku,
pomimo, że z profilem całkiem mi do twarzy.
pomimo, że z profilem całkiem mi do twarzy.
2. Cień pachnie nieszczęściem
Drogi nie dojdą z powrotem do siebie,
szczególnie te biegnące obok psychiatryków,
burdeli, burs. Czytałeś Bursę zaginiony
w przytulnym napalonym ciele po zachodzie
w przytulnym napalonym ciele po zachodzie
w głowie nie jednej gwieździe jakby spadła z czapki?
Skruszony lód uwalnia rzekę niczym whisky.
Masz prawo tylko o tym nie wiedzieć, że ciągle
coś cię nie powstrzymuje, że wciąż nadal jesteś,
nie odróżniając bytu od pobytu w sobie,
choć zwala się na głowę, bo w nagłej potrzebie
przyświeca grawitacji tankowany kosmos.
Powtarzasz, będę nagłym pobytem nad wodą.
Końcówki sznurowadeł brzmią jak koniec świata.
Czy da się oprowadzić pilota przez newsy?
Umarłym nie nadaje się prawa do ziemi,
masz prawo poznać tylko: cień nie rzuca ciebie.
masz prawo poznać tylko: cień nie rzuca ciebie.
Czarne złoto za plecami lub pieśń o bogactwie
Wersja nr 1
22 lata temu zakopałem skarb,
a nie wiem gdzie. Tak bywa dosyć często, większość
lokalizacji w życiu ucieka przez palce,
chociażby zdjęte miasto, chociaż zaręczano,
że bloki nie rozłączne są z nami do śmierci,
choć mieszkam w kawalerce. Szedłem wynieść śmieci,
rzucałem za plecami cień - znalazłem miejsce.
Wersja nr 2
22 lata temu zakopałem skarb,
a nie wiem gdzie. Głęboko w chmurach i skąd płynie
lokalizacja, marznąc niczym pod wiaduktem
spod jakiejś ciemnej gwiazdy, wychylając czoło?
Lecz spływa i ocieka, ucieka przez palce.
Wyeliminowano miasto. Zresztą zapewniano,
bloki nie rozłączają nas od śmierci, nawet
zaręczam, że są wierne kable, rozłożona
kanapa. Oprowadzi pilot po ekranie.
Dojrzewam w kawalerce i wynoszę w worku
obraną śmierć za target nie do znalezienia,
gdy rzucam za plecami cień - znajduję miejsce.
(z przygotowywanego tomiku: Księga paradoksów)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz