Początek
Wypełnialiśmy się snami. Po drugiej stronie matryc nie jestem pikselem,
wbrew oczekiwaniom wolę nosić zapalniczkę
niż myśleć o spalonym na boisku w Rzymie
śliniącym się mgłą - łączy ze sobą relikty,
po których tylko pamięć została pożarem,
czy o krzesaniu ognia przez neandertalczyków.
Ze światłem dnia nie dzieje się nic szczególnego,
nie stanie się czymś więcej nadto czym przyświeca.
Kolory nie nabiorą rumieńców i na nic,
kolory nie nabiorą się same na ciemność.
Ktoś szedł z pięciolitrową butelką z dyskontu.
Gdy siedzę przy laptopie, nie zamykam okien
wyskakujących, wolę minimalizować
upadki. Kiedyś pojmę, że tak być musiało,
nie jestem elektronem lub dzieckiem z Etiopii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz